Chytry dwa razy traci — nie powtarzajcie mojego błędu.
Pewnego pięknego dnia, po otrzymaniu wypłaty za urlop, postanowiłem złożyć komputer gamingowy do „nauki”. Ponieważ na Allegro mam status Smart, zdecydowałem się zamówić wszystkie części przez tę platformę.
Wybrałem specyfikację opartą na sockecie AM5 od AMD. Wszystkie podzespoły miały być nowe. Szukając płyty głównej MSI MAG B650 Tomahawk WiFi, wpadłem na „GENIALNY” (tak mi się wtedy wydawało) pomysł zakupu z outletu. Trafiłem na ofertę sklepu [edycja]. Ponieważ ranking sklepu był pozytywny, bez namysłu zamówiłem u nich sprzęt.
I tu zaczęła się jazda. PILNUJEMY TIMINGÓW:
[edytowano]
Parcel picked up Wed Apr 8 18:46: Pobiegłem do domu, zajęło mi to jakieś 10 minut. Po powrocie i rozpakowaniu pierwsze, co rzuciło się w oczy, to stan fabrycznego pudełka. Możecie go zobaczyć na zdjęciu, ale w skrócie — mam wrażenie, że pudełko było kopane na magazynie i to nie raz.
Dalej. Otwieram pudełko i widzę, że brakuje w nim kartonowych wkładek amortyzujących, płyta główna lata w środku jak chce. Wyjmuję ją z folii antystatycznej i pierwsza rzecz, którą zauważam: plastikowa osłonka gniazda procesora leży luzem w folii. Czyli na tej płycie JUŻ była próba montażu procesora, najwyraźniej nieudana. Oczywiście przy sprawdzeniu socketu zauważyłem uszkodzone piny.
Wszystkie zdjęcia zrobiłem NATYCHMIAST podczas rozpakowywania.
Return declared 8 Apr 19:18. Dosłownie PÓŁ GODZINY później zgłaszam zwrot przez aplikację. Zapakowałem płytę maksymalnie bezpiecznie, skoro sprzedawca na to nie wpadł. Przy paczkomacie byłem już o 19:51 tego samego dnia.
[edytowano]
Ponieważ wszystkie części POZA PŁYTĄ już miałem, zamówiłem nową płytę w jednym ze znanych polskich sklepów. Następnego dnia otrzymałem sprzęt w IDEALNYM stanie i tego samego dnia cieszyłem się Cyberpunkiem 2077 z Path Tracingiem.
W tym momencie zaczyna się totalny bull**piiip** i maksymalna manipulacja faktami. PROSZĘ ZWRÓCIĆ UWAGĘ: między odebraniem przesyłki a utworzeniem zwrotu minęło nie więcej niż pół godziny. Jestem pewien, że są tu doświadczeni monterzy, którzy rozumieją, że pół godziny to za mało na instalację procesora, uszkodzenie go, demontaż i spakowanie, wliczając w to powrót z paczkomatu do domu. To fizycznie niemożliwe.
Zaraz po wysyłce napisałem do sprzedawcy osobiście, opisując problem i dołączając zdjęcia. Jako uczciwy kupujący wystawiłem też negatywny komentarz dotyczący pracy sklepu. Byłem zszokowany stanem pudełka i tym, że sprzedawca nie raczył sprawdzić gołym okiem stanu socketu przed wysyłką. Dla mnie to nonsens, nawet w outlecie kontrola powinna być PODWÓJNA.
A teraz uwaga, czytamy odpowiedź sprzedawcy:
[edytowano]
Czyli sprzedawca WPROST pisze, że mój negatywny komentarz będzie wpływał na status reklamacji. O ile wiem, jest to naruszenie zarówno zasad handlu na Allegro, jak i praw konsumenta. Potem sprzedawca wciska mi kit o 14 dniach na rozpatrzenie reklamacji, po czym zaczyna BEZPOŚREDNIO MANIPULOWAĆ FAKTAMI.
[edytowano]
Wtedy zrozumiałem, że jakakolwiek dyskusja z tym „Januszem biznesu” nie ma sensu. Otworzyłem Dyskusję, do której dołączyłem moderatora Allegro. Opisałem wszystko powyższe, dodałem zdjęcia i timeline. Moderator po zapoznaniu się z info kazał mi czekać do 22 kwietnia na reklamację.
[edytowano]
Zaznaczam, że moje 477 zł wciąż wisiało w próżni.
22 kwietnia, dzień X. Ten żart, a nie sklep, [edycja] ODRZUCA reklamację, opierając się na opinii serwisu. I wysyła to:
[edytowano]
Mało tego, że ten klaun potrzebował CAŁEGO SERWISU, żeby zobaczyć wygięte piny, to jeszcze kompletnie zignorował MOJE zdjęcia wysłane 14 dni wcześniej. Oczywiście nie zamierzałem się z tym godzić, więc użyłem Allegro Protect.
I tu zaczyna się festiwal impotencji Allegro Protect. Okej, sprzedawca to scamer, do tego przywykłem. Ale żeby serwis to krył? Tego jeszcze nie grali. Jak myślicie, ile pieniędzy mi zwrócili? 167 złotych. Jedna czwarta kwoty. Tutaj już całkowicie wypadłem z kapci.
Napisałem natychmiast, że dostarczyłem dowody na winę sprzedawcy. Przedstawiciel Allegro nalegał, by różnica została pokryta przez sprzedawcę, na co to indywiduum odpowiada:
[edytowano]
Dalsza korespondencja toczyła się przez e-mail. Nalegałem na pełny zwrot, na co Allegro Protect odpowiedziało, że pełna reklamacja jest możliwa tylko po zaświadczeniu z serwisu o niemożliwości naprawy.
Czyli wychodzi na to, że:
Muszę czekać na zwrot trupa od sprzedawcy (2-3 dni).
Szukać serwisu.
Zapłacić za diagnostykę z własnej kieszeni.
Nawet jeśli socket da się przelutować — to koszt ok. 250 zł. Nie zamierzam dokładać ani grosza.
Po co mi dwie płyty? Mam już działającego Asusa. Musiałbym potem bawić się w sprzedawcę i szukać kupca.
Nawet jeśli naprawią — skąd mam wiedzieć, czy problem leży tylko w sockecie? Naprawiana płyta to sprzęt o obniżonej wartości i niepewnej stabilności.
Allegro na poważnie myśli, że będę to „tankował” i jeździł po serwisach, bo oni nie potrafią docisnąć nieuczciwego handlarza.
WNIOSKI: Sklep od początku był uprzedzony i szantażował mnie opinią. Allegro Protect ignoruje fakty i logikę (czas odebrania vs zwrotu). Ten post jest ku przestrodze dla wszystkich kupujących — zobaczcie, z kim możecie mieć do czynienia i jak „działa” ochrona kupującego. Sprawa zostaje oficjalnie skierowana do Miejskiego Rzecznika Konsumentów we Wrocławiu.
Tu już nie chodzi o pieniądze. Straciłem 3 tygodnie i wagon nerwów. To sprawa osobista i nie odpuszczę, dopóki nie odzyskam pełnej kwoty.
A jako wisienka na torcie — ostatnia odpowiedź sprzedawcy. To jest po prostu „odlot”. Cieszę się, że wystraszyli się na tyle, że zasłaniają się teraz prawnikiem. Uwierzcie mi panowie z [edycja], to dopiero początek. Trafiliście na niewłaściwą osobę.
[edytowano]
Widzę, że moderacja zmieniła tytuł i usunęła nazwę sprzedawcy. Rozumiem, że Allegro bardziej dba o komfort sklepu wysyłającego zniszczony towar niż o rzetelne informowanie innych kupujących o zagrożeniach. Niemniej jednak, merytoryka pozostaje ta sama: dowody są twarde, a 'ochrona' nadal nie działa tak, jak obiecano w reklamach. Czekam na konkretne rozwiązanie sprawy, a nie na kosmetykę tytułów.
Na tym forum kupujący nie może wymieniać nazwy sprzedającego, zwłaszcza w kontekście średnio udanej transakcji. Ale możesz wkleić link do aukcji, na której kupowałeś. Nie naruszysz w ten sposób regulaminu.
Dostałem właśnie zwrot częściowy w wysokości 167 zł. To jest kpina, a nie rozwiązanie problemu. Allegro Protect zamiast chronić kupującego przed oszustwem, proponuje mi partycypację w kosztach naprawy złomu, który wysłał sprzedawca. Zrozumcie: ja nie kupowałem uszkodzonej płyty do nauki lutowania, tylko sprawny podzespół do komputera. Dlaczego mam tracić 310 zł i swój czas na bieganie po serwisach, bo profesjonalny outlet nie potrafi sprawdzić towaru przed wysyłką? Ten częściowy zwrot to tylko potwierdzenie, że system ochrony Allegro jest dziurawy jak to pudełko, w którym przyszła płyta. Przypominam mój deadline: do środy czekam na pełny zwrot. Te 167 zł traktuję jedynie jako zaliczkę na poczet całkowitej reklamacji. Jeśli reszta nie wpłynie – dokumentacja leci do Rzecznika. Nie dam się przekupić ułamkiem mojej własnej kwoty.
Widzę, że niektórzy dalej próbują moralizować, zamiast patrzeć na fakty. Fakty są takie: właśnie oficjalnie wezwałem sprzedawcę do przedstawienia zdjęć socketu wykonanych bezpośrednio przed wysyłką. Skoro sklep jest tak pewny, że to ja zniszczyłem płytę w 30 minut, to profesjonalny outlet na pewno dysponuje taką dokumentacją. Otrzymane 167 zł zwrotu częściowego traktuję jako żart i jedynie potwierdzenie przez system, że towar jest wadliwy. Nie mam zamiaru dopłacać 310 zł za błędy i arogancję sprzedawcy. Moje stanowisko jest ostateczne: albo do środy zobaczę zdjęcia socketu sprzed wysyłki oraz otrzymam pełny zwrot środków, albo w czwartek rano cała dokumentacja wraz z tym wątkiem trafia do Miejskiego Rzecznika Konsumentów. Brak zdjęć ze strony sklepu będzie dla Rzecznika i sądu jasnym sygnałem, kto tutaj mija się z prawdą. Zegar tyka, a ja mam mnóstwo cierpliwości i determinacji, by dbać o swoje prawa. To nie jest kwestia pieniędzy, to kwestia zasad. Do usłyszenia po terminie.

@Client:142370968 Tyle tylko, że RPK i tak w praktyce nic nie może.
Decyzja sprzedającego - o ile nie ulegnie zmianie dobrowolnie - może zostać podważona tylko na drodze sądowej.
Całego tego bałaganu najpewniej można było uniknąć już na samym początku - zgłaszając reklamację zamiast odstąpienia.
Całego tego bałaganu najpewniej można było uniknąć już na samym początku - zgłaszając kulturalnie problem, zamiast sypać komentarzem negatywnym.
@komis-bell masz w pełni rację, decyzja sprzedającego - o ile nie ulegnie zmianie dobrowolnie - może zostać podważona tylko na drodze sądowej.
@Client:142370968 Widzę, że moderacja zmieniła tytuł i usunęła nazwę sprzedawcy.
Nie dziwię się, bo łamiesz tutaj polskie przepisy.
Twoje wywody o kulturze i 'łamaniu przepisów' są równie bezużyteczne, co ta uszkodzona płyta, której tak zaciekle bronisz. Widzę, że masz mentalność człowieka, któremu można napluć w twarz, a powie, że deszcz pada. Dla Twojej wiadomości: publikowanie faktów na temat szantażu konsumenckiego (uzależnianie zwrotu od usunięcia opinii) nie jest łamaniem prawa, lecz działaniem w interesie publicznym. Jeśli dla Ciebie 'kulturalne zgłaszanie' to godzenie się na stratę 300 zł za złom niezgodny z opisem, to gratuluję braku kręgosłupa. Nie udawaj prawnika, bo jedyne co robisz, to liżesz stopy nieuczciwemu sprzedawcy. Sprawa jest już u Rzecznika Konsumentów, a Twoje moralizatorstwo interesuje mnie tyle, co stan socketu według kłamliwego opisu aukcji. Nie pozdrawiam i życzę więcej odwagi w cywilnym życiu, bo na razie reprezentujesz dno.
Jak nie masz dowodu, że sprzedawca przed wysyłką sprawdził stan tej płyty głównej i mimo tego ci ją wysłał, to niestety łamiesz prawo (popełniasz przestępstwo pomówienia).
A i jakby sprzedawca sprawdzał stan produktów, to nie mógłby sprzedawać ani jako nowy, ani jako outlet. Na Allegro otwarte opakowanie (nawet dla sprawdzenia) to już towar używany. Dlatego prawie żaden sprzedawca nie sprawdza, co jest w opakowaniu i w jakim stanie (bo Allegro go za to ukara).