Nie ma tutaj raczej miejsca gdzie mógłbym to opisać.
Wracam wczoraj z Wrocławia.Wjeżdżając na lokalną drogę jadę za autem, które raz ciśnie 120 km/h, a za chwilę 70km/h.Auto nosi od osi jezdni do prawej krawędzi.Myślę sobie trafiony/podwójny gaz, albo takie luzy w zawieszeniu.Zbliża się do miejscowości, zwalnia do 30 km/h. Przydałaby się Policja, myślę. Telepatia? Nagle z przeciwka pojawia się policyjny bus.Mrugam im światłami.Zatrzymują się, a ja przedstawiam im sytuację.Zawracają i lecą za podejrzanym autem.Po kilku kilometrach widzę koguty i jest zatrzymanie do kontroli. Zatrzymuję się.I co Panowie? Trafiony/zatopiony. Do gościa mówię, że to dzięki mnie.On mi na to: uszczęśliwiłeś moją rodzinę.To ja mu na to, ciesz się że Ty czyjejś rodziny nie "uszczęśliwiłeś".Mam znajomych którzy przez takiego stracili bliskich.
Co niektórzy powiedzą konfident, ale ja nienawidzę pijanych za kierownicą. Sam za kołnierz nie wylewam ale nigdy nie wsiadam za kółko nawet po pół piwa.
fascynująca historia
No widzisz, Ciebie też uszczęśliwił...
dobrze zrobiles.
Ciekawa opowieść